Recenzje przewodników Tomasza Majora - Portal Polskie Szlaki Wodne (PTTK) i miesięcznik ŻAGLE:

Tomasza Majora książka Drogi wodne w Polsce 18 stycznia 2014
To prezent nie tylko dla mnie…
Dwie książki datowane już na rok 2014. Obie Tomasza Majora. Członka „mafii” pasjonatów i przyjaciół polskich dróg wodnych. Jemu udało się spełnić (i opisać) marzenie – by je opłynąć.  Jachtami, kajakami, pontonami…
Polecam nie tylko turystom, lecz i osobom zajmującym się żeglugą profesjonalną i administracją wodną. Także inwestującym na ich brzegach samorządom terytorialnym, prywatnym przedsiębiorcom i organizacjom wodniaków.

500+ rusza na Mazury

Na Mazurach dzikie tłumy. W Giżycku, Mikołajkach brak miejsca przy kei, w tawernach do niedawna żeglarskich pijane towarzystwo bawi się na hałaśliwych dyskotekach. Na kanałach korki i kolizje jachtów prowadzonych przez niedoświadczonych wodniaków. Na jeziorach zaczynają dominować łódki, motorówki, barki, pontony, ścigacze. Na burcie wielki napis: „bez patentu”. Gość w marinie opowiada, że kilka tygodni temu wyczarterował jacht rodzinie. Okazało się, że odbierając jacht rodzice byli kompletnie pijani. Na kanale złamali maszt. Niewprawionym żeglarzom powiem tylko, że pływam już kilka dekad i miałbym dziś problem ze złamaniem masztu – nie mam pojęcia, jak to sprawnie zrobić. Pijane 500+ wie! Pytam, dlaczego pozwolił im płynąć po pijaku, jego jachtem i jeszcze do tego z małymi dziećmi. - „Jeśli płacą, to im czarteruję, a wóda to problem ich i ubezpieczyciela” – pada odpowiedź.

Węgorz z Chin czyli mazurska ryba

W naszym ulubionym miejscu na Mazurach codziennie o 5 i 7 rybacy wracają z porannego połowu. Gdy widzę małe stalowe wiaderko z siedmioma kilogramami sielawy, pytam rybaka, dlaczego tak mało tej ryby. – „Ryb nie ma już wiele na Mazurach. Nikt nie zarybia jezior, bo kiedyś podzielono rewiry rybackie i każdy się boi, że jego ryba popłynie do sąsiada” – odpowiada.

Pływanie po Odrze: w oczekiwaniu na falę

W Odrze od kilku lat nie ma wody w lecie. Dzwonię do RZGW na stopień wodny w Brzegu Dolnym. „Wody w Odrze brak. Prześluzować może się Pan za kilka dni, bo zbieram wodę dla Flisu Odrzańskiego. Proszę dzwonić do mnie codziennie o 8.00, o 20.00 i pytać.” – odpowiada miły gość, którego wszyscy nazywają „Kierownik”. Po kilku dniach o poranku dostaję informację: „Proszę przybyć pojutrze przed 8.00 na stopień wodny. Będzie woda i będę mógł Pana prześluzować”. Szybko się spakowałem, wieczorem zwodowałem łódkę w Urazie i o poranku byłem na stopniu wodnym.

Niemiec wierzy w przepisy

Pracownicy śluzy w Brzegu Dolnym informują mnie, że minę Niemca, który kilka dni temu utknął na mieliźnie. Nieborak naczytał się w interencie polskich i europejskich przepisów o żegludze śródlądowej i wierzył w to, że te przepisy w Polsce działają i że zapewniona jest żeglowność Odry. „Jest zapewniona, a w przepisie nie jest nie napisane, że czasem trzeba tydzień w szuwarach poczekać na wodę, aż ją puścimy” – śmieją się śluzowi wspominając, jak kilka dni temu ktoś wołał zrozpaczony przez radio „Hilfe, hilfe”. Niemiec płynął z Kolonii przez Berlin do Wrocławia.

Komunikaty dla wodniaka; przygnębiający obraz zachodniej Polski widzianej z rzeki

Przed śluzowaniem dostaję około 9.00 dokładne instrukcje:

„Fala ma 1,3m i idzie od czwartej rano. Po prześluzowaniu się nigdzie się nie zatrzymywać, gonić czoło fali. Po 6 godzinach mam się zatrzymać w Ścinawie na obiad i potem do samego wieczora płynąć. Po krótkiej nocy fala znowu mnie przegoni i od rana znów mam gonić jej czoło.”

„Za 10 kilometrów Bizon będzie myszkował, a Piżmak będzie ściągał barkę i nie będzie kontrolował swoich ruchów. - Nie daj się staranować.”

Prom w Baranowie Sandomierskim. Slipy na Wiśle.

Pomocny pan obsługujący prom górnolinowy informuje nas, w którym miejscu najlepiej slipować łódź. Tym miejscem jest prawy brzeg. Aby się na niego dostać, trzeba przepłynąć rzekę … promem.

Generalnie pracownicy przepraw promowych najlepiej znają rzekę; są zwykle bardzo serdeczni i pomocni. Dobrze jest przed rozpoczęciem lub na etapie planowania rejsu porozmawiać z nimi i zapytać o stan wody i o to, czy w ciągu ostatnich godzin przybywało, czy też ubywało wody w rzece.

Tarnobrzeg: miasto odwrócone od rzeki

O świcie mijamy Tarnobrzeg. Miasto jest kompletnie odwrócone od rzeki. To zadziwiające. Wisła jest taką wielką szansą dla miasta: promenada, marina, wypożyczalnie sprzętu pływającego, statki pasażerskie. Tarnobrzeżanie preferują swój zalew zostawiając Wisłę przepływającym wodniakom, czaplom, kormoranom i bobrom.

Tomasz Major

www.TomaszMajor.com

www.DrogiWodne.com

Sandomierz: śniadanie mistrzów

Po kilkudziesięciu minutach kluczenia między mieliznami naszym oczom ukazuje się piękna panorama Sandomierza. Przy brzegu kilka statków pasażerskich, których obsługa informuje nas o tym, że „tu nie wolno cumować; marina dla Was jest dalej, po lewej”. Faktycznie, dwieście metrów dalej, przy lewym brzegu jest początek dość długiego wejścia do sandomierskiej mariny.

Królestwo Wisły

Za Sandomierzem do Wisły uchodzi San. W tym miejscu zwykłe wyznaczające szlak żeglowny kije wbite w wodzie przechodzą w zielone i czerwone tyczki.

Bardzo ważnym elementem wyposażenia łodzi na Wiśle jest lornetka. Wypatrujemy przez nią rzadkich tyczek, częstych mielizn i niewielu bezpiecznych przejść.

Gdy Wisła robi łuk w prawo, my trzymamy się lewego brzegu, zwykle wysokiego; gdy po lewej są plaże, my próbujemy przepłynąć z prawej strony.

Sprawdzian męstwa dla młodego wodniaka

Gdy dopływaliśmy do Kazimierza, przed nami pojawiła się ogromna chmura burzowa, zaczęły walić pioruny, a rzęsisty deszcz ograniczył widoczność do kilku metrów. Natychmiast postanowiliśmy się sztormować: skierowaliśmy naszą łódkę do najbliższego brzegu. Zamiast wbić się w piaszczysty brzeg, uderzyliśmy solidnie o kamienie schowane pod wodą.

Świat, którego już nie ma

Tu okazuje się, że jest slip, ale jest bardzo stromy zjazd do rzeki i samochód nie da rady wyciągnąć łódki z wody i piachu. Przy przystani zacumowane są dwie motorówki ratowników WOPR. W centrali WOPR w Lublinie dostajemy nr telefonu do komendanta tutejszej drużyny. Miły pan Jurek organizuje dla nas pomoc. Gdy wieczorem przyjeżdża nasz samochód, w hangarze czeka już trzech doświadczonych wodniaków: konstruktor pięknych kajaków i łódek ze słomki – pan Janusz vel. Gibon, żeglarz p. Janusz i szef całej akcji p. Jurek z WOPR.

Dostępne drogi wodne w okolicach Augustowa w sezonie 2016

10 Kwiecień, 2016 - 09:38 -- admin
  • z Augustowa w stronę granicy z Białorusią (47 km) na trasie  śluzy : Przewięź, Swoboda, Gorczyca, Paniewo ( dwukomorowa ), Perkuć, Mikaszówka, Sosnówek, Tartak , Kudrynki, graniczna Kurzuniec.
  • z Augustowa w stronę rzeki Biebrzy (33 km) dostępny odcinek do śluzy Dębowo .Na trasie śluzy : Augustów, Białobrzegi, Borki, Sosnowo, Dębowo. Za śluzą Dębowo wpływamy na rzekę Biebrzę czyli Biebrzański Park Narodowy żegluga możliwa na podstawie zezwolenia z BPN.

Najnowszy (kwiecień 2016) i najbardziej obszerny przewodnik dla wodniaków po Pętli Żuław i po Kanale Elbląskim

6 Kwiecień, 2016 - 20:38 -- admin

Z prawdziwą przyjemnością informujemy wszystkich wodniaków w Polsce, że ukazał się właśnie najnowszy i najbardziej obszerny oraz kompleksowy przewodnik dla wodniaków po Pętli Żuław i po Kanale Elbląskim.

Autorem przewodnika jest kmdr Jan Maria Wilczopolski, który od kilkudziesięciu lat eksploruje polskie szlaki wodne. Pływa kajakiem, pontonem, tratwami, łodziami, jachtami i żaglówkami, a ostatnio także barką. Jego łódka „Pan Lokomotyffka” co roku, od maja do września non stop przemieszcza się po polskich rzekach, kanałach i jeziorach. Emerytowany marynarz, bojownik o niepodległość Polski, gawędziarz, poszukiwacz przygód i skarbów; skarbnica wiedzy o polskich drogach wodnych – o ich historii, ciekawych zakamarkach i mrocznych tajemnicach.

„Żuławami należy się delektować. Tutaj trzeba wracać wielokrotnie. Czas pozwoli się wodniakowi rozkochać w tym regionie i w jego licznych drogach wodnych.”

„Rejs Kanałem Oberlandzkim to nie tylko obowiązkowa wyprawa dla każdego wodniaka, ale także uczta dla wielbicieli dzikiej przyrody i zabytków hydrotechniki.”

Przewodnik zawiera nie tylko schemat i kilometraż poprowadzonych przez korytarze dzikiej przyrody, spektakularnych i obfitujących w liczne zabytki techniki dróg wodnych Żuław i Kanału Oberlandzkiego (Elbląskiego). W przewodniku zamieszczono także liczne przydatne informacje praktyczne oraz opisy ciekawych miejsc położonych na trasie rejsu. Opracowanie uzupełniono o rys historyczny budowy Kanału Oberlandzkiego.

Barką po żuławach

Wiosną 2015 roku zakończył się remont Kanału Elbląskiego. My postanowiliśmy zwiedzić Żuławy i ocenić stan najpiękniejszej drogi wodnej Polski po wieloletniej rewitalizacji.
 
Książka jest opisem wspaniałych rodzinnych wakacji na barce. Doświadczony podróżnik Tomasz Major porywa trójkę małych globtroterów na tajemniczą wyprawę po najpiękniejszych drogach wodnych Polski.
Książka jest inspiracją dla rodziców, którzy chcieliby zabrać swoje dzieci na najpiękniejsze wakacje w Polsce.
 

Wodniacy, czyli motorówki na Mazurach

To już koniec naszego rejsu po Mazurach. Nazajutrz wracamy na śniadanie do Węgorzewa. Tu o 10 rano zastajemy senny port. Żeglarze jedzą śniadanko na swoich żaglówkach. Kilka osób na werandzie tawerny sączy kawę słuchając szant dyskretnie wypływających z głośników. Jest tak jak kiedyś. Fajnie. Uwagę chłopaków zwraca duża dwupiętrowa motorówka zacumowana tuż przed tawerną. Nie pasuje ona do żeglarskiego otoczenia. Gdy wybija 10.30 wynurza się spod pokładu dwóch grubasów w jasnych dresach.

Szkółka żeglarska

Podczas całego rejsu mogliśmy obserwować, jak w dzisiejszych czasach wygląda szkolenie żeglarskie. Gdy dwadzieścia pięć lat temu robiłem patent żeglarza jachtowego i kilka lat później sternika jachtowego, pojechałem na trzytygodniowy obóz harcerski. Codziennie o 5.00 była pobudka, apel, plan dnia. Następnie śniadanie, prace szkutnicze, wykłady. Zanim wsiedliśmy do żaglówek, codziennie trzeba było przepłynąć kilkaset metrów wpław, przewiosłować omegą przez całe jezioro.

Sztynort po latach

Na noc zawijamy do mariny w Sztynorcie. Tomek narzeka na brak kultowej Zęzy, która dawno, dawno temu mieściła się w piwnicy. Teraz jest bar w szopie, a zamiast koncertu szantowego dyskoteka. Gdy kilka dni później przybyliśmy do Sztynortu piechotą -  idąc z mariny w Kietlicach przez las byliśmy świadkami ciekawego zdarzenia. Atmosfera w Sztynorcie w popołudnie późnym latem, jak w każdej marinie, jest leniwa. Żaglówki powoli przybijają do kei. Żeglarze wychodzą powoli na brzeg i kierują się ku tawernie. Ci, którzy przybyli wcześniej, raczą się rybką lub sączą powoli piwko.

Kormorany budzą sprzeczne emocje

Na łódkę zabraliśmy sporo sprzętów. Była maczeta, były latarki, był też superprofesjonalny sprzęt do wędkarskiego kłusowania. W porcie w Węgorzewie pytam, czy trzeba mieć jakąś kartę wędkarską, albo czy trzeba wykupić prawo do połowu ryb. „Jak przypłynie straż rybacka niech Pan mówi do nich w jakimś obcym języku, to uciekną” – pada odpowiedź. Chłopaki daremnie wypatrywali za rybą. Nawet całonocne „moczenie kija” nie przyniosło rezultatów. Nazajutrz podpłynęliśmy do maleńkiej łódeczki wędkarzy i zapytaliśmy o to „czy bierze” ryba. - „Od wczoraj tu koczujemy i nic” – padła szczera odpowiedź.

Akwedukt na jeziorze Karnickim – ciekawostka między Miłomłynem, a Jeziorakiem

Płyniemy akweduktem nad jeziorem Karnickim. Rzadki to przypadek w skali światowej, aby kanał spławny wiódł przez jezioro po nasypie. Konieczność takiego rozwiązania zaszła przy budowie odgałęzienia kanału Elbląskiego na zachód od Miłomłyna do Jezioraka. Okazało się bowiem, że poziom leżącego na szlaku jeziora Karnickiego jest o 3 m niższy od poziomu Jezioraka i o 2 m niższy od poziomu jeziora Ilińsk koło Miłomłyna.

Strony